Warszawa ma coraz poważniejszy problem z dzikami. Od początku 2026 roku do końca sierpnia miejskie służby odnotowały 18 082 zgłoszenia dotyczące tych zwierząt, 302 kolizje drogowe z ich udziałem oraz 186 zgłoszeń zakwalifikowanych jako ataki na ludzi. Dla porównania w całym 2025 roku zgłoszeń dotyczących obecności dzików było 8804.

Władze miasta przekonują, że przy takiej skali zjawiska dotychczasowe instrumenty są niewystarczające. 22 września Sejmik Województwa Mazowieckiego przyjął uchwałę pozwalającą na ograniczanie populacji dzików w Warszawie w przypadkach uznanych za nadzwyczajne zagrożenie dla życia, zdrowia lub gospodarki człowieka.

Nowe przepisy otwierają możliwość stosowania odstrzału redukcyjnego oraz odłowu zakończonego uśmierceniem. Uchwała ma obowiązywać przez dwa lata.

Nie ma ustalonego limitu

Nowa regulacja nie wyznacza maksymalnej liczby dzików, które mogą zostać zabite. Nie oznacza jednak automatycznej zgody na odstrzał wszystkich zwierząt pojawiających się na osiedlach.

Według mazovia.pl/… działania mają być podejmowane w uzasadnionych przypadkach, a każda interwencja wymagać udokumentowania. Warszawa ma również przedstawiać kwartalne sprawozdania z realizacji uchwały.

Miasto podkreśla, że nowe rozwiązanie nie oznacza automatycznego odstrzału. Interwencje mają dotyczyć przede wszystkim zwierząt, które utraciły naturalny dystans wobec człowieka, regularnie pojawiają się w zwartej zabudowie, na terenach rekreacyjnych czy przy drogach i stwarzają zagrożenie.

Problemem jest również ograniczona liczba dostępnych alternatyw. Warszawa znajduje się na obszarze objętym restrykcjami związanymi z afrykańskim pomorem świń. Przemieszczanie schwytanych dzików jest zabronione, dlatego stosowany wcześniej odłów i wywóz zwierząt poza miasto nie jest obecnie dostępny.

Jeszcze przed wrześniową uchwałą Warszawa mogła redukować populację dzików. warszawa19115.pl/…, że decyzja z marca 2026 roku pozwala na odłów z uśmierceniem do 400 zwierząt do końca marca 2027 roku oraz odstrzał redukcyjny do 100 dzików do końca 2026 roku. Podstawą tych działań jest zagrożenie dla prawidłowego funkcjonowania obiektów produkcyjnych i użyteczności publicznej.

Wrześniowa uchwała tworzy dodatkową podstawę dla interwencji związanych bezpośrednio z zagrożeniem dla ludzi.

Spór zaczyna się przy pytaniu: co właściwie mierzymy?

Same liczby wymagają ostrożnej interpretacji.

Ponad 18 tys. zgłoszeń świadczy o tym, że kontakt mieszkańców z dzikami stał się znacznie częstszy i jest dla miasta realnym problemem operacyjnym. Nie oznacza jednak, że każde zgłoszenie dotyczy agresywnego zwierzęcia.

Podobnie jest ze 186 zgłoszeniami określanymi jako ataki. Organizacje sprzeciwiające się uchwale wskazują, że publicznie dostępne statystyki nie pokazują, ile tych przypadków zostało niezależnie zweryfikowanych, ile zakończyło się fizycznym kontaktem lub obrażeniami, a ile dotyczyło zachowania odebranego przez zgłaszającego jako groźne.

To jeden z argumentów Pracowni na rzecz Wszystkich Istot, która 2 października skierowała do wojewody mazowieckiego wniosek o stwierdzenie nieważności uchwały i wstrzymanie jej wykonania. Organizacja kwestionuje zarówno podstawę prawną regulacji, jak i sposób definiowania zagrożenia oraz dobór metod ograniczania liczebności zwierząt.

Są to na razie zarzuty strony składającej wniosek, a nie rozstrzygnięcie organu nadzoru lub sądu.

Usunięcie dzika nie zawsze usuwa powód, dla którego przyszedł

Najważniejszy spór nie dotyczy jednak tego, czy w konkretnych, niebezpiecznych sytuacjach potrzebna jest interwencja. Dotyczy pytania o strategię długoterminową.

Dziki nie trafiają na osiedla przypadkiem. Miasta mogą zapewniać im łatwo dostępne, kaloryczne pożywienie: odpady, niezabezpieczone śmietniki, karmę pozostawioną dla innych zwierząt czy jedzenie wykładane celowo.

Badania prowadzone w Barcelonie pokazały związek między obecnością dzików w przestrzeni miejskiej a dostępem do pożywienia pochodzącego od ludzi, terenami zielonymi oraz korytarzami umożliwiającymi zwierzętom wejście do zabudowy. Autorzy sciencedirect.com/… wskazywali dlatego m.in. na ograniczanie źródeł pokarmu i odpowiednie zarządzanie przestrzenią jako elementy kontroli problemu.

Inne badania z Barcelony wykazały, że miejskie dziki były większe, cięższe i znajdowały się w lepszej kondycji niż zwierzęta z badanych obszarów poza miastem. Jednym z prawdopodobnych powodów było częstsze korzystanie przez nie z wysokoenergetycznego pokarmu pochodzenia antropogenicznego.

To istotne, bo sama redukcja liczby zwierząt nie zmienia warunków, które sprawiają, że miasto pozostaje dla kolejnych dzików atrakcyjnym miejscem żerowania.

Czy to znaczy, że odstrzał nie działa? Sprawa jest bardziej złożona

Stwierdzenie, że odstrzał z definicji nie może zmniejszyć populacji dzików, byłoby zbyt daleko idące.

Badania pokazują, że usuwanie odpowiednio dużej liczby zwierząt może ograniczać populację. Nowsza sciencedirect.com/… wskazuje, że skuteczność zależy m.in. od wybranej metody oraz wieku i płci usuwanych osobników. Autorzy jednocześnie wskazują redukcję dostępności pokarmu pochodzącego od ludzi jako istotny element efektywnego zarządzania populacją.

Nie istnieje więc prosta alternatywa: albo odstrzał, albo działania profilaktyczne. W praktyce zarządzanie dzikimi zwierzętami w miastach może wymagać kilku metod jednocześnie.

Także modele dotyczące kontroli rozrodczości nie pokazują jednego łatwego rozwiązania. journals.plos.org/… wykazało na przykład, że w analizowanych izolowanych populacjach sama antykoncepcja nie zapewniała szybkiej redukcji liczebności. Połączenie jej z redukcją zwierząt mogło jednak działać szybciej niż sam odstrzał.

Wyników takich modeli nie można automatycznie przenosić na Warszawę. Pokazują natomiast, dlaczego pytanie o skuteczność jest bardziej skomplikowane niż proste liczenie zabitych zwierząt.

Warszawa ma jeszcze jeden problem: nie wie dokładnie, ile ma dzików

Zarządzanie populacją utrudnia jej oszacowanie.

Podczas prac nad uchwałą przedstawiano szacunek około 3500 dzików na badanej części Warszawy. Jednocześnie polscy naukowcy już wcześniej zwracali uwagę na trudności związane z liczeniem zwierząt w silnie zurbanizowanym środowisku.

W mdpi.com/… naukowcy podkreślali, że miastu brakuje strategii zarządzania tą populacją opartej na pełnych danych. Badania prowadzone m.in. przy użyciu fotopułapek i tropienia pokazały też, że wyniki dotyczące zagęszczenia mogą mocno zależeć od badanego obszaru i przyjętej metody.

To ma praktyczne znaczenie. Bez wiarygodnego punktu odniesienia trudno później odpowiedzieć na podstawowe pytanie: czy zabicie określonej liczby dzików rzeczywiście zmniejszyło populację i liczbę konfliktów, czy jedynie chwilowo ograniczyło ich widoczność w konkretnym miejscu.

Mieszkańcy wyszli przed ratusz

28 września przed warszawskim ratuszem odbył się protest przeciwników uśmiercania dzików. Demonstranci domagali się większego wykorzystania metod zapobiegawczych i nieśmiercionośnych. Pojawiła się również kontrmanifestacja osób popierających możliwość odstrzału.

Spór ten dobrze pokazuje, dlaczego dziki stały się dla Warszawy nie tylko problemem przyrodniczym, ale również społecznym.

Dla mieszkańca, który regularnie spotyka watahę przy bloku, przystanku albo na spacerze z psem, dyskusja o długoterminowej ekologii miasta może brzmieć abstrakcyjnie. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia potrzebna jest możliwość szybkiej reakcji.

Z drugiej strony samo usuwanie kolejnych zwierząt może nie wystarczyć, jeżeli na tym samym osiedlu nadal znajdują jedzenie i łatwy dostęp do zabudowy.

Prawdziwym testem nie będzie liczba zabitych zwierząt

Warszawa powołała w tym roku zespół do spraw dzikich zwierząt, w którym mają pracować naukowcy, eksperci, przedstawiciele organizacji społecznych i miejskich instytucji. To właśnie jego rekomendacje i wyniki prowadzonych badań mogą przesądzić, czy stolica zbuduje szerszy system zarządzania dzikami, czy skoncentruje się przede wszystkim na interwencjach po pojawieniu się problemu.

W krótkiej perspektywie odstrzał lub odłów z uśmierceniem może usunąć konkretne zwierzę stwarzające zagrożenie. Znacznie trudniejsze jest pytanie, co wydarzy się później.

Jeżeli po dwóch latach obowiązywania uchwały spadnie liczba groźnych zdarzeń, kolizji i wejść dzików na osiedla, miasto będzie dysponowało argumentem, że przyjęty model przynosi rezultat. Jeżeli mimo eliminowania kolejnych zwierząt zgłoszeń nadal będzie przybywać, coraz trudniej będzie tłumaczyć problem wyłącznie liczbą samych dzików.

O skuteczności warszawskiej polityki nie przesądzi więc to, ile zwierząt uda się usunąć. Znacznie ważniejsze będzie to, czy po ich usunięciu kolejne przestaną przychodzić w te same miejsca.