W tej układance coraz mocniej wybrzmiewa głos Kijowa. Wołodymyr Zełenski przekonuje, że Ukraina powinna stać się integralną częścią europejskiego systemu bezpieczeństwa. W kwietniu 2026 r. mówił o rozmowach dotyczących stworzenia wspólnego systemu obrony, wskazując m.in. na Wielką Brytanię, Ukrainę, Turcję i Norwegię.
I właśnie tutaj pojawia się pytanie, które w Polsce budzi emocje: czy wzmacnianie roli Ukrainy oznacza jednocześnie ograniczenie roli Polski?
Na podstawie dostępnych oficjalnych dokumentów nie można odpowiedzialnie odpowiedzieć na to pytanie twierdząco. Nie znaleźliśmy wiarygodnego dowodu na to, że prezydent Ukrainy prowadzi politykę mającą na celu wykluczenie Polski z europejskiego systemu obronnego.
Ukraina chce być filarem, nie obserwatorem
Strategia Kijowa jest jednak czytelna. Ukraina chce wykorzystać doświadczenia zdobyte podczas wojny i własny potencjał wojskowy jako argument za tym, by po zakończeniu konfliktu nie wrócić do roli państwa pozostającego na obrzeżu europejskiego systemu bezpieczeństwa.
Zełenski mówił o wykorzystaniu potencjału Wielkiej Brytanii, Ukrainy, Turcji i Norwegii do stworzenia silnego europejskiego systemu obrony. W jego wizji Ukraina miałaby być jednym z jego ważnych elementów.
Nie oznacza to jednak automatycznie, że Polska miałaby zostać z niego usunięta.
Warszawa buduje własną siłę
Polska ma własny plan. W ostatnich latach Warszawa zdecydowanie zwiększyła wydatki i inwestycje obronne. W styczniu 2026 r. podpisano umowę dotyczącą systemu SAN, który ma zwiększyć zdolności Polski do zwalczania bezzałogowych statków powietrznych. Projekt ma być realizowany przy udziale polskiego przemysłu obronnego.
Jeszcze bardziej wymowny jest najnowszy przykład dotyczący śmigłowców Apache. W sierpniu 2026 r. rząd informował o powstaniu w Łodzi dużego europejskiego centrum serwisowego dla AH-64E. Ma ono obsługiwać wszystkie 96 Apache zamówionych przez Polskę.
To pokazuje coś istotnego: Polska nie czeka, aż ktoś przyzna jej miejsce przy europejskim stole. Buduje własny potencjał.
Gdzie zaczyna się konflikt interesów?
Problem może leżeć nie w formalnym „wykluczaniu” Polski, lecz w konkurencji o wpływy.
Ukraina ma unikalne doświadczenia z prowadzenia wojny na dużą skalę. Polska ma natomiast położenie geograficzne, rozbudowującą się armię, przemysł obronny oraz ogromne znaczenie dla wschodniej flanki NATO.
Oba państwa mogą więc chcieć odgrywać większą rolę w przyszłym systemie bezpieczeństwa Europy.
To może prowadzić do politycznej rywalizacji — o kontrakty, technologie, dowództwo, finansowanie oraz wpływ na decyzje dotyczące bezpieczeństwa kontynentu.
Ale rywalizacja nie jest tym samym co plan wyeliminowania przeciwnika.
Europejska obronność potrzebuje Polski i Ukrainy
Rada Europejska w czerwcu 2026 r. podkreślała potrzebę dalszego wzmacniania europejskiej obronności oraz jednocześnie potwierdziła wsparcie dla Ukrainy i jej bezpieczeństwa.
W tym układzie trudno mówić o jednym centrum, które decyduje, kto zostanie „mocarstwem obronnym”. Europejska architektura bezpieczeństwa powstaje poprzez wiele nakładających się struktur: NATO, Unię Europejską, współpracę dwustronną i regionalne inicjatywy.
Dlatego najważniejsze pytanie dla Warszawy nie brzmi dziś: „Czy Zełenski pozwoli Polsce być mocarstwem?”
Brzmi ono: „Czy Polska zbuduje taki potencjał, że bez jej udziału nie będzie można projektować bezpieczeństwa wschodniej Europy?”
Gra dopiero się zaczyna
Polska ma ku temu coraz więcej instrumentów. Ukraina ma doświadczenie wojenne, którego nie posiada żadne inne państwo europejskie. Wielka Brytania zachowuje znaczący potencjał wojskowy. Francja dysponuje bronią jądrową i rozbudowanymi zdolnościami strategicznymi. Niemcy zwiększają możliwości swoich sił zbrojnych.
W Europie trwa więc nie tyle walka o jedno „miejsce przy stole”, ile przebudowa całego stołu.
Jeżeli Warszawa chce być jednym z głównych centrów europejskiej obronności, musi rozwijać armię, przemysł, technologie, logistykę i zdolność do samodzielnego działania.
I właśnie dlatego warto obserwować relacje polsko-ukraińskie bez uproszczeń.







Komentarze