Na Facebooku Wirtualnej Polski pojawiła się rolka opatrzona opisem: „Potrafi odczytać stan zdrowotny po aurze pacjenta. ‘Jeszcze nigdy nie pomyliłam’”. Kilkuminutowe nagranie szybko wzbudziło zainteresowanie odbiorców. Na zarejestrowanym przez ZEVO materiale widocznych było ponad 8 tys. reakcji, setki komentarzy i setki udostępnień.
To właśnie skala zainteresowania sprawia, że warto przyjrzeć się nie tylko samej rozmowie, ale przede wszystkim sposobowi, w jaki informacje dotyczące zdrowia zaczynają funkcjonować w mediach społecznościowych.
Centralnym elementem materiału jest przekonanie o możliwości odczytywania informacji o człowieku poprzez jego aurę. W opisie rolki twierdzenie zostało odniesione bezpośrednio do stanu zdrowia. Pojawia się również mocne zapewnienie: „Jeszcze nigdy nie pomyliłam”.
W przypadku tematów dotyczących zdrowia takie stwierdzenia mają szczególne znaczenie. Rozpoznawanie chorób w medycynie nie opiera się na deklarowanej intuicji czy postrzeganiu nieweryfikowalnego pola otaczającego człowieka. Diagnostyka wykorzystuje m.in. wywiad z pacjentem, badanie fizykalne, badania laboratoryjne i obrazowe oraz inne metody, których skuteczność można poddawać naukowej ocenie.
Nie istnieją uznane podstawy naukowe pozwalające traktować obserwację „aury” jako metodę diagnostyczną równoważną badaniu medycznemu. Sam fakt, że ktoś deklaruje skuteczność takiej metody, nie stanowi dowodu jej skuteczności.
I właśnie w tym miejscu historia przestaje być wyłącznie opowieścią o jednej osobie i jej przekonaniach.
Znaczenie ma również medium.
Wirtualna Polska należy do najbardziej rozpoznawalnych marek internetowych w Polsce. Materiał publikowany przez duży portal może docierać do odbiorców, którzy wcześniej w ogóle nie interesowali się ezoteryką czy alternatywnymi sposobami oceny zdrowia. Krótka forma rolki dodatkowo sprzyja przekazywaniu pojedynczych, mocnych stwierdzeń bez rozbudowanego kontekstu.
Nie oznacza to, że media nie powinny rozmawiać z osobami reprezentującymi niekonwencjonalne poglądy. Pytanie dotyczy czegoś innego: w jaki sposób prezentować twierdzenia związane ze zdrowiem, aby odbiorca potrafił odróżnić osobiste przekonanie rozmówcy od wiedzy mającej potwierdzenie naukowe.
Pod materiałem rozgorzała dyskusja. Włączyło się do niej również ZEVO, zwracając uwagę właśnie na problem przenikania treści pseudomedycznych do głównego nurtu medialnego. W komentarzu wskazaliśmy, że sama obecność osoby przedstawiającej określone przekonania nie jest sednem problemu. Kluczowy jest sposób, w jaki medium nadaje takim wypowiedziom rangę i przekazuje je szerokiej publiczności.
To istotne rozróżnienie.
Czym innym jest powiedzenie: „wierzę, że widzę aurę”, a czym innym twierdzenie, że dzięki aurze można określić stan zdrowia pacjenta. W drugim przypadku wypowiedź wchodzi już na obszar, w którym jej konsekwencje mogą wykraczać poza światopogląd czy rozrywkę.
Odbiorca może bowiem potraktować taki przekaz jako informację dotyczącą rzeczywistej możliwości rozpoznawania problemów zdrowotnych.
Szczególnie wymowne jest użycie słowa „pacjent”. W powszechnym odbiorze kojarzy się ono z relacją dotyczącą ochrony zdrowia, badania, diagnozy i leczenia. W zestawieniu z deklaracją odczytywania stanu zdrowia z aury może więc tworzyć wrażenie, że mamy do czynienia z alternatywną metodą diagnostyczną.
A to wymaga znacznie większej ostrożności niż rozmowa o duchowości czy osobistych doświadczeniach.
Internet dodatkowo komplikuje sytuację. Algorytmy mediów społecznościowych premiują materiały wzbudzające reakcje. Kontrowersyjne twierdzenie może więc osiągnąć ogromny zasięg niezależnie od tego, czy jest prawdziwe. Liczba polubień, komentarzy i udostępnień zaczyna w oczach części użytkowników pełnić rolę społecznego potwierdzenia.
Tymczasem popularność informacji nie mówi nic o jej prawdziwości.
Setki komentarzy pod rolką pokazują jednocześnie, że odbiorcy nie pozostają wobec takich treści obojętni. Jedni mogą traktować podobne deklaracje jako element duchowości, inni jako rozrywkę, jeszcze inni będą domagać się naukowych dowodów.
I właśnie dlatego odpowiedzialność dużych mediów jest szczególnie istotna.
Nie chodzi o zakazywanie rozmów o aurach, energiach czy innych przekonaniach niemających potwierdzenia we współczesnej medycynie. Chodzi o jasne zaznaczenie granicy. Jeżeli rozmowa zaczyna dotyczyć rozpoznawania stanu zdrowia, odbiorca powinien wiedzieć, czy przedstawiana metoda została naukowo zweryfikowana.
W przypadku „odczytywania zdrowia z aury” nie ma podstaw, aby zastępować tym diagnostykę medyczną.
Historia facebookowej rolki Wirtualnej Polski jest więc ciekawsza niż samo pytanie o istnienie aury. Pokazuje mechanizm charakterystyczny dla współczesnych mediów: wypowiedź, która jeszcze niedawno funkcjonowałaby przede wszystkim w środowisku ezoterycznym, dzięki krótkiej formie wideo i zasięgowi dużego wydawcy może w ciągu krótkiego czasu dotrzeć do tysięcy ludzi.
I pozostawia pytanie ważniejsze od tego, czy ktoś wierzy w aurę.
Gdzie powinna przebiegać granica między prezentowaniem niezwykłych przekonań a rozpowszechnianiem twierdzeń dotyczących ludzkiego zdrowia bez przedstawienia dowodów potwierdzających ich skuteczność?







Komentarze