W sporze o planowane zmiany w Prawie komunikacji elektronicznej nie chodzi o prosty wybór między bezpieczeństwem państwa a prywatnością obywateli. Z materiału opublikowanego przez Press.pl wynika, że rząd chce rozszerzyć możliwości wywiadu cywilnego i wojskowego w reakcji na realnie traktowane zagrożenia zewnętrzne. Jednocześnie przedstawione rozwiązania rodzą pytanie, czy zakres nowych kompetencji został dostatecznie precyzyjnie ograniczony.
Informację o projekcie podał Press.pl w materiale z 6 września 2026 roku: press.pl/…. Projekt znajduje się na etapie uzgodnień międzyresortowych, a nadzoruje go koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak.
Planowane przepisy mają zobowiązać przedsiębiorców telekomunikacyjnych do stworzenia technicznych i organizacyjnych warunków, dzięki którym Agencja Wywiadu oraz Służba Wywiadu Wojskowego mogłyby niezależnie od siebie uzyskiwać dostęp do międzynarodowego ruchu telekomunikacyjnego. Operatorzy mieliby także przekazywać służbom szczegółowe informacje o infrastrukturze obsługującej taki ruch.
Rządowe uzasadnienie wskazuje na bezpieczeństwo narodowe. Według autorów projektu zagraniczne służby nie ograniczają się do zdobywania informacji, lecz mogą prowadzić działania dywersyjne zagrażające mieniu, zdrowiu i życiu obywateli. Nowe kompetencje miałyby umożliwić skuteczniejsze wykrywanie zagranicznych zagrożeń cybernetycznych, terrorystycznych i sabotażowych. W materiale nie przedstawiono danych pozwalających ocenić skalę takich przypadków ani wykazać, w jakim stopniu obecne kompetencje polskich służb są niewystarczające. Sam przytoczony argument opisuje więc cel regulacji, ale nie pozwala jeszcze ocenić proporcjonalności proponowanych środków.
Najważniejszy problem pojawia się przy definicji tego, co właściwie ma podlegać nowym zasadom. Prof. Marcin Rojszczak z Katedry Informatyki Prawniczej Uniwersytetu Gdańskiego, przedstawiony przez Press.pl jako specjalista od bezpieczeństwa IT i ochrony prywatności w internecie, zwraca uwagę, że „międzynarodowy ruch telekomunikacyjny” ma obejmować komunikację, w której nadawca lub odbiorca znajduje się poza Polską.
W świecie usług internetowych granica państwa nie pokrywa się jednak z granicą codziennej komunikacji użytkownika. Według wyjaśnienia eksperta z perspektywy operatora warunek może spełniać komunikacja kierowana do zagranicznych serwerów albo z nich odbierana. W materiale jako przykłady wymieniono komunikatory internetowe, Gmail oraz komunikację z serwerami hostingowymi OVH. Jeżeli ta interpretacja projektu jest prawidłowa, pojęcie ruchu „międzynarodowego” nie oznaczałoby wyłącznie rozmowy obywatela Polski z osobą przebywającą za granicą. Mogłoby obejmować również korzystanie z popularnej usługi, której infrastruktura znajduje się poza krajem.
To zasadnicza różnica, ponieważ deklarowanym celem projektu jest identyfikowanie zagrożeń zewnętrznych, podczas gdy techniczny zakres dostępu opisany w materiale może być znacznie szerszy niż komunikacja osób podejrzewanych o działalność szpiegowską, terrorystyczną czy sabotażową. Nie dowodzi to samo w sobie, że służby będą masowo czytać prywatną korespondencję Polaków. Materiał Press.pl nie przedstawia dowodu na takie praktyki. Pokazuje natomiast konstrukcję przepisów, która — według cytowanego eksperta — stwarza możliwość pozyskiwania bardzo szerokiego strumienia danych.
Drugą kwestią są zabezpieczenia prawne. Prof. Rojszczak zestawia projekt z zasadami dotyczącymi inwigilacji źródeł krajowych, gdzie zastosowanie mają mechanizmy przewidziane w procedurze karnej. Według jego oceny w projektowanych regulacjach dotyczących międzynarodowego ruchu telekomunikacyjnego analogicznych zabezpieczeń zabrakło. Jest to tym bardziej istotne, że — jak podaje Press.pl — w uzasadnieniu projektu przywoływane są rozwiązania stosowane między innymi w Niemczech, Szwecji i Francji. Sam materiał nie opisuje jednak tych zagranicznych systemów na tyle szczegółowo, aby można było samodzielnie porównać ich gwarancje z polską propozycją.
Kolejnym punktem spornym jest czas przechowywania informacji. Przy inwigilacji ukierunkowanej istnieje konkretny cel i konkretna osoba związana z postępowaniem. W systemie nieukierunkowanym granice są trudniejsze do wyznaczenia. Według eksperta właśnie dlatego w takich rozwiązaniach stosuje się ograniczenia retencji danych. W omawianym projekcie — zgodnie z materiałem Press.pl — takiego terminu nie określono. O tym, czy pozyskane informacje pozostają niezbędne, miałby decydować szef właściwej służby. Prof. Rojszczak ocenia, że w praktyce przypomina to ustanowienie nieograniczonego okresu retencji.
Warto rozdzielić w tym miejscu fakt od oceny. Faktem przedstawionym w materiale jest brak wskazanego terminu przechowywania danych i powierzenie ich przeglądu szefowi agencji. Stwierdzenie o odpowiedniku „nieskończonej” retencji jest już oceną eksperta. Materiał nie zawiera stanowiska autorów projektu wyjaśniającego, dlaczego wybrano taki mechanizm ani jakie inne ograniczenia miałyby przeciwdziałać nadmiernemu przechowywaniu informacji.
Press.pl opisuje również możliwość przekazywania informacji zdobytych w ramach nowych uprawnień organom publicznym. Prof. Rojszczak uważa proponowane rozwiązania za sprzeczne z obecnymi standardami inwigilacji nieukierunkowanej. Posuwa się przy tym do porównania z regulacjami rosyjskimi, które jego zdaniem są bardziej szczegółowe i precyzyjne, choć sam zaznacza, że nie są przestrzegane. To wypowiedź eksperta, nie ustalenie dowodzące jakości całego rosyjskiego systemu prawnego, dlatego nie może być traktowana szerzej niż jako krytyczna ilustracja jego oceny polskiego projektu.
Stanowisko autorów projektu opiera się na innym punkcie ciężkości. Polska — według przytoczonego uzasadnienia — może być celem państw dysponujących rozbudowanymi kompetencjami wywiadowczymi i ignorujących prawa człowieka. Rozszerzenie możliwości Agencji Wywiadu i Służby Wywiadu Wojskowego ma więc zwiększyć zdolność państwa do wykrywania zagrożeń przekraczających granice. W udostępnionym materiale nie ma podstaw, aby kwestionować samą potrzebę reagowania na takie zagrożenia. Nie ma w nim jednak również informacji pokazujących, dlaczego właśnie tak szeroko skonstruowany dostęp jest niezbędny oraz jakie niezależne mechanizmy mają chronić zwykłych użytkowników przed wykorzystaniem tych kompetencji poza deklarowanym celem.
Co istotne, krytykujący projekt prof. Rojszczak nie neguje potrzeby stworzenia regulacji dotyczących wywiadu elektronicznego. Wprost przyznaje, że dobrze napisana ustawa określająca kompetencje Agencji Wywiadu w tej dziedzinie jest potrzebna i że podobne rozwiązania funkcjonują w innych państwach. Jego zastrzeżenia dotyczą więc nie samego istnienia takich uprawnień, lecz sposobu ich zapisania i zabezpieczenia przed nadużyciem.
Udostępniony materiał zawiera przy tym sporo treści, które nie są częścią tego sporu. Komunikaty o przestarzałej przeglądarce i instalowaniu Google Chrome Frame są elementami technicznymi strony. Podobnie zestawienia wiadomości o kursie Agory, współpracy Coca-Coli z Zakładami Ceramicznymi „Bolesławiec”, oglądalności serialu czy zapowiedzi rozmowy z Sofią Lebedievą i innych materiałów magazynu „Press” są elementami serwisu i promocji innych publikacji, a nie informacjami dotyczącymi projektowanej nowelizacji.
Także wskazane w materiale pytanie o przypisanie artykułu do kategorii obejmującej prawo, wymiar sprawiedliwości, rasizm, dyskryminację i prawa człowieka wymaga ostrożności. Sam tekst Press.pl oznaczono jako materiał z działu „Technologie”. Jego treść rzeczywiście dotyka prawa, prywatności i praw człowieka, ponieważ projekt dotyczy państwowej ingerencji w komunikację elektroniczną, a autorzy regulacji sami odwołują się w uzasadnieniu do kwestii praw człowieka. Materiał nie przedstawia natomiast zagadnień rasizmu ani dyskryminacji, więc nie ma podstaw, aby dopisywać te wątki do reportażu tylko dlatego, że znalazły się w zadanej kategorii tematycznej.
Na obecnym etapie najważniejsza luka w opisanej propozycji nie polega zatem na tym, że państwo chce rozwijać zdolności wywiadu elektronicznego. Nawet ekspert krytykujący projekt uznaje potrzebę odpowiedniej ustawy. Spór dotyczy granic: jak szeroki strumień komunikacji może zostać objęty dostępem, jak długo dane mogą być przechowywane, kto kontroluje ich dalsze wykorzystanie i jakie zabezpieczenia oddzielają zwalczanie zewnętrznych zagrożeń od ingerencji w komunikację osób, wobec których nie sformułowano żadnych podejrzeń.
Materiał Press.pl przedstawia poważne zastrzeżenia do tych granic, ale nie zawiera pełnej odpowiedzi projektodawców na poszczególne zarzuty eksperta. Dlatego na jego podstawie można stwierdzić, że proponowane przepisy otwierają istotny spór o zakres kontroli nad międzynarodowym ruchem telekomunikacyjnym. Nie można natomiast przesądzić, że nowe kompetencje zostaną wykorzystane do nadużyć. Właśnie różnica między możliwością stworzoną przez prawo a udowodnionym nadużyciem powinna pozostać centralna w ocenie projektu — szczególnie wtedy, gdy stawką są jednocześnie bezpieczeństwo państwa i prywatność milionów użytkowników internetu.







Komentarze