Spór o przyszłość dawnej kopalni piachu „Gaworzyna” pod Iłżą nie dotyczy już tylko tego, co może kiedyś powstać na zdegradowanym terenie. Z informacji opisanych przez portal TwojRadom.pl wynika, że w postępowaniu administracyjnym pojawiła się konkretna skala przedsięwzięcia: 672,9 tys. ton materiału deklarowanego w związku ze zmianą sposobu rekultywacji. Gmina Iłża wskazuje natomiast na około 398 tys. metrów sześciennych dostarczonego produktu i gruntu rodzimego. Informację i materiał źródłowy podał portal TwojRadom.pl: twojradom.pl/….
Sednem sprawy jest nie tylko ilość materiału, ale przede wszystkim jego pochodzenie i status. Według przytoczonej dokumentacji mieszanka zasypowa ma powstawać w procesie odzysku m.in. z kompostu niespełniającego wymagań, piasku i kamieni oraz odpadów biodegradowalnych. Po przetworzeniu ma utracić status odpadu i stać się produktem wykorzystywanym do rekultywacji.
Ta różnica ma zasadnicze znaczenie. Odpady podlegają określonym rygorom dotyczącym m.in. transportu, ewidencji i gospodarowania nimi. Dlatego jednym z najważniejszych pytań jest sposób potwierdzania, że materiał przywożony do wyrobiska rzeczywiście odpowiada parametrom produktu przewidzianego w dokumentacji.
Problem polega na tym, że – według odpowiedzi Starostwa Powiatowego przytoczonej przez TwojRadom.pl – urząd nie dysponował wynikami badań gotowej mieszanki przewidzianej do wykorzystania w kopalni. Materiał ma dopiero zostać wytworzony.
Inwestor przedstawia jednak argument, którego nie można pominąć: bez odpowiedniej decyzji nie może rozpocząć wytwarzania docelowej mieszanki, a skoro jej jeszcze nie produkuje, nie może przedstawić wyników badań gotowego produktu. Zamierza więc opierać się na kryteriach i wynikach dotyczących materiałów wcześniej produkowanych tą metodą.
To wyjaśnia problem proceduralny, ale nie rozstrzyga najważniejszej kwestii z punktu widzenia mieszkańców: w jaki sposób niezależnie kontrolowany będzie skład setek tysięcy ton materiału już podczas realizacji przedsięwzięcia.
Znaczenie ma również układ właścicielski. Materiał ma wytwarzać Rubicon sp. z o.o. w Starachowicach. Według materiału źródłowego wszystkie udziały tej spółki należą do ZO Walentynów, będącej właścicielem zasadniczej części terenu dawnej kopalni. Prezesem obu spółek jest Mariusz Badura.
Sama taka struktura nie świadczy o naruszeniu prawa. Powoduje jednak, że szczególnego znaczenia nabiera kontrola wykonywana przez podmioty niezależne od producenta i właściciela terenu: badanie poszczególnych partii, dokumentowanie transportu oraz możliwość ustalenia pochodzenia materiału.
Do planowanej zmiany sposobu rekultywacji krytycznie odniósł się burmistrz Iłży Marek Łuszczek. Jak podaje źródło, 25 czerwca 2026 roku ponownie wydał negatywną opinię. Gmina wskazała m.in., że teren w miejscowym planie oznaczony jest jako rolniczy z zakazem zabudowy. Zwróciła również uwagę na możliwe skutki intensywnego transportu ciężarowego dla drogi gminnej.
Obawy nie wynikają wyłącznie z przyszłych planów. Według informacji Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska przytoczonych w materiale, w 2024 roku na terenie wyrobisk ujawniono odpady w postaci m.in. szlaki, spieków szklanych, szkliwa i glinki, które mogły pochodzić z huty szkła. Nie pobrano wtedy próbek gleby, wody ani zgromadzonych materiałów. Następnie wydano decyzję nakazującą usunięcie odpadów, a w lutym 2025 roku przedstawiono dokumenty mające potwierdzać wykonanie tego obowiązku.
Nie ma podstaw, aby utożsamiać tamte odpady z mieszanką planowaną obecnie. Są to odrębne kwestie. Historia wyrobiska jest jednak istotna przy ocenie tego, jak rygorystyczny powinien być nadzór nad kolejnymi działaniami.
Jeszcze poważniejsze zastrzeżenia wynikają z ustaleń Okręgowego Urzędu Górniczego w Warszawie. Według źródła po kontroli z lutego 2025 roku urząd stwierdził m.in. prowadzenie likwidacji zakładu bez planu ruchu, rekultywację niezgodną z dokumentacją oraz gospodarowanie odpadami bez wymaganych decyzji. OUG miał również wskazać przekroczenie granic obszaru górniczego i zgłoszenie podejrzenia wydobywania kopaliny bez koncesji na sąsiednich działkach. Zapowiedziano kolejną kontrolę w IV kwartale 2026 roku.
Sytuację komplikuje kwestia odpowiedzialności za samą rekultywację. Z materiału wynika, że choć ZO Walentynów kupiło zasadniczą część nieruchomości w marcu 2025 roku, obowiązek rekultywacji wynikający z dotychczasowej decyzji administracyjnej nadal ciążył na poprzednim właścicielu. Nie wydano decyzji przenoszącej ten obowiązek na nowego właściciela.
To ważne rozróżnienie. Własność gruntu i administracyjny obowiązek jego rekultywacji nie muszą spoczywać na tym samym podmiocie. Przy przedsięwzięciu liczonym w setkach tysięcy ton materiału przejrzyste wskazanie odpowiedzialności za każdy etap ma znaczenie nie tylko formalne, lecz także praktyczne.
Właściciel terenu przedstawia własną wersję planów. Core PV i ZO Walentynów deklarują, że celem jest odtworzenie zdegradowanego obszaru pokopalnianego, a nie stworzenie składowiska odpadów. Spółka zapewnia o współpracy ze specjalistami, gotowości do rozmów z mieszkańcami i możliwości monitorowania procesu. Twierdzi też, że każda partia materiału ma być sprawdzana, a materiał niespełniający wymagań odsyłany do producenta.
Firma zaprzecza również, aby obecnie zwoziła odpady lub materiał powstały z ich przetwarzania na należące do niej działki. Według niej obserwowane prace odbywają się na gruntach sąsiednich.
Osobną część historii stanowią opisane przez TwojRadom.pl związki biznesowe i personalne osób występujących wokół przedsięwzięcia. Materiał wskazuje m.in. na relacje Mariusza Badury z Przemysławem Wiplerem poprzez Fundację Dobry Rząd oraz historię spółki Core Consulting, wcześniej działającej jako FiveRand. W przeszłości z FiveRand związani byli Wipler i Michał Krzymowski, a firma miała zajmować się komunikacją dla BitBay/ZondaCrypto.
Te zależności wymagają szczególnie ostrożnego opisywania. Materiał źródłowy sam zaznacza, że nie przedstawia dowodu na bezpośredni związek ZondaCrypto z przedsięwzięciem pod Iłżą. Fundacja Dobry Rząd również zaprzeczyła, aby miała związek z kopalnią „Gaworzyna”, ZO Walentynów, Rubiconem czy finansowaniem inwestycji.
Samo występowanie tych samych osób w spółkach lub fundacjach nie dowodzi nielegalnego działania. Nie można więc na tej podstawie przypisywać politykom, fundacji czy giełdzie kryptowalut odpowiedzialności za planowaną rekultywację.
Można natomiast oczekiwać większej przejrzystości tam, gdzie jednocześnie pojawiają się skomplikowane struktury właścicielskie, działalność związana z gospodarką odpadami i przedsięwzięcie środowiskowe o tak dużej skali.
W tej historii najmocniejszym argumentem nie są zatem polityczne nazwiska. Są nim dokumenty i decyzje administracyjne: plan wykorzystania 672,9 tys. ton materiału, brak badań gotowej mieszanki na opisanym etapie postępowania, negatywna opinia burmistrza, wcześniejsze ujawnienie odpadów oraz nieprawidłowości stwierdzone przez urząd górniczy.
Jednocześnie nie ma w przedstawionym materiale dowodu, że planowana mieszanka będzie niebezpieczna ani że przedsięwzięcie jest przykrywką dla nielegalnego składowania odpadów. Tak samo deklaracja inwestora, że materiał będzie bezpieczny i kontrolowany, nie zastępuje wyników badań i niezależnego nadzoru.
Dlatego ostateczna ocena projektu powinna zależeć nie od politycznych skojarzeń ani zapewnień którejkolwiek strony, lecz od możliwych do zweryfikowania parametrów materiału, jasnego podziału odpowiedzialności oraz skutecznej kontroli każdej partii trafiającej do wyrobiska. Przy skali sięgającej setek tysięcy ton mieszkańcy mają podstawy oczekiwać, że odpowiedzi na te pytania pojawią się przed rozpoczęciem przedsięwzięcia, a nie dopiero po jego zakończeniu.







Komentarze