Czarne i lepkie grudki, które Bałtyk wyrzucił na plaże środkowego wybrzeża, okazały się substancją ropopochodną. Tyle udało się potwierdzić w laboratorium. Dokładnego rodzaju materiału jednak nie ustalono — mimo że zanieczyszczenie znaleziono miejscami na odcinku liczącym blisko 50 kilometrów.
W piątek, 2 października, dyrektor Urzędu Morskiego w Słupsku Anna Sędzińska przekazała, że urząd otrzymał już wyniki analiz próbek. Badania przeprowadzono w laboratorium w Gdańsku.
Laboratorium potwierdziło jedno. Dalej zaczynają się niewiadome
Wynik potwierdził, że materiał jest pochodzenia ropopochodnego. Nie pozwolił jednak jednoznacznie określić, z jaką konkretnie substancją mamy do czynienia.
Jak wyjaśniła Sędzińska, materiał zebrany na plaży był zabrudzony, co uniemożliwiło jego dokładną identyfikację. Urząd nie zamierza zlecać kolejnych analiz, ponieważ — według informacji przekazanych przez laboratorium — jednoznaczne oznaczenie substancji nie byłoby możliwe, a dalsze badania oznaczałyby znaczne koszty.
Jednocześnie laboratorium oceniło, że krótkotrwały kontakt z badaną substancją nie stanowi zagrożenia dla życia i zdrowia. Nie oznacza to jednak, że materiał można traktować jak zwykły odpad. Urząd Morski kwalifikuje go jako odpad niebezpieczny ze względu na jego ropopochodne pochodzenie i konieczność specjalistycznej utylizacji.
Czarne grudki na dziesiątkach kilometrów wybrzeża
Zanieczyszczenie pojawiło się pod koniec września w rejonie Ustki i okolicznych miejscowości. Czarne, smoliste i lepkie fragmenty znajdowano m.in. w rejonie Rowów, Ustki, Jarosławca, Rusinowa i Wicia.
Nie oznacza to, że cała linia brzegowa na tym odcinku została pokryta jednolitą warstwą substancji. Zanieczyszczenia występowały miejscami, ale ich rozrzut objął fragment wybrzeża o długości blisko 50 kilometrów.
Najwięcej materiału znaleziono w Ustce i na terenie gminy Ustka. Z tego powodu część plaż została czasowo zamknięta, a służby rozpoczęły ręczne zbieranie zanieczyszczeń do specjalistycznych worków.
Do czwartku posprzątano plaże w Ustce oraz część odcinków w gminie. Obowiązujący tam zakaz wejścia został następnie odwołany. Sprzątanie pozostałych fragmentów wybrzeża miało potrwać dłużej, niż pierwotnie zakładano.
Urząd podejrzewa, że źródłem mogła być jednostka pływająca
Najważniejsza niewiadoma dotyczy teraz nie tylko składu materiału, ale również jego źródła.
Już na początku sprawy Urząd Morski informował, że substancja została przyniesiona na brzeg przez morze. Dyrektor Anna Sędzińska mówiła również o podejrzeniach dotyczących jednej z jednostek pływających, która mogła zachować się na morzu niezgodnie z prawem.
Jedną z analizowanych możliwości jest czyszczenie zbiorników statku i nielegalne odprowadzenie pozostałości do morza. Na obecnym etapie jest to jednak kierunek prowadzonego postępowania, a nie ustalony fakt.
Urząd Morski prowadzi działania mające wyjaśnić pochodzenie zanieczyszczenia. Jeżeli odpowiedzialność konkretnej jednostki zostanie udowodniona, możliwe będzie nałożenie kary oraz obciążenie jej kosztami usuwania i utylizacji odpadów.
Sprzątanie można zakończyć. Pytanie o źródło pozostaje
Sytuacja na plażach jest stopniowo opanowywana, ale sama sprawa pozostaje niewyjaśniona. Wiadomo już, że zanieczyszczenie ma charakter ropopochodny i wymaga odpowiedniej utylizacji. Nie wiadomo natomiast, czym dokładnie jest materiał ani w jaki sposób znalazł się w morzu.
To rozróżnienie ma znaczenie. Sam laboratoryjny wynik nie pozwala przesądzić, czy były to pozostałości konkretnego paliwa, oleju, mieszaniny produktów ropopochodnych czy innego materiału o podobnym charakterze. Nie można również na tej podstawie wskazać sprawcy.
Po usunięciu czarnych grudek najbardziej widoczny ślad zanieczyszczenia może więc zniknąć z plaż szybciej niż znak zapytania dotyczący jego pochodzenia. Na początku października właśnie ustalenie źródła pozostaje kluczowym niewyjaśnionym elementem całej sprawy.







Komentarze