Agnieszka Kraft: Dwa hektary pod szkłem. Brzmi trochę jak powieść science fiction.
Prezes Fundacji Grand Agro: Być może tak brzmi, ale ja patrzę na to przede wszystkim jak na projekt, który można zrealizować. Mamy dzisiaj technologie pozwalające kontrolować temperaturę, wilgotność, gospodarkę wodną czy produkcję energii. Chcę połączyć je z naturą, a nie z nią walczyć.
AK: Co dokładnie ma powstać?
Prezes: Ogromna kopuła o powierzchni około dwóch hektarów. W jej wnętrzu chcemy stworzyć specyficzny mikroklimat. Roślinność charakterystyczną dla Afryki i klimatu tropikalnego, zbiorniki wodne, uprawy, przestrzeń mieszkalną, miejsca pracy, edukacji i badań.
To nie miałaby być zwykła szklarnia. Chodzi o stworzenie miejsca, w którym ludzie rzeczywiście mogliby żyć.
AK: Czyli mówimy o osadzie?
Prezes: Tak. Można użyć takiego określenia. O modelu osadnictwa, w którym człowiek nie jest oddzielony od przyrody. Dom, ogród, produkcja żywności, woda i energia byłyby elementami jednego systemu.
Pomysł, który dojrzewał latami
W rozmowie szybko okazuje się, że wizja nie pojawiła się nagle. Prezes Fundacji mówi o niej jak o czymś, co towarzyszyło mu przez dużą część życia.
AK: Skąd właściwie wziął się ten pomysł?
Prezes: To jest trudne pytanie, bo on powstawał przez lata. Zawsze interesowało mnie, jak człowiek może stworzyć miejsce, które daje mu bezpieczeństwo, ale jednocześnie nie odcina go od natury.
AK: Zawsze?
Prezes: Chyba rzeczywiście zawsze.
Po chwili rozmowa schodzi na jego młodość. I wtedy pojawia się informacja, której wcześniej nie było w rozmowie.
AK: Wspomniał Pan, że myślał o tym od dawna. Jak dawna jest ta idea?
Prezes: Jeszcze z czasów młodości. Byłem wtedy w seminarium duchownym.
AK: Tego się nie spodziewałam.
Prezes: (śmiech) Wiele osób tego nie wie. Seminarium było dla mnie ważnym okresem. Był tam czas na naukę, ciszę i zastanawianie się nad tym, co naprawdę chciałoby się zrobić w życiu.
AK: I właśnie wtedy pojawił się pomysł takiego osiedla?
Prezes: Pierwsze szkice i wyobrażenia na pewno. Nie wyglądało to oczywiście tak jak dzisiejsza koncepcja. Nie było komputerowych wizualizacji ani możliwości technicznych, które mamy teraz. Ale idea była podobna: stworzyć miejsce, w którym człowiek może żyć bliżej natury i jednocześnie korzystać z osiągnięć techniki.
„To nie będzie tylko budynek”
Na biurku pojawiają się szkice projektu. Dzisiejsza wizja jest znacznie bardziej rozbudowana. Centralnym elementem jest wielka kopuła, pod którą mają znaleźć się nie tylko rośliny.
AK: Co będzie najważniejsze?
Prezes: Ludzie. Sama kopuła nie ma sensu, jeśli nie będzie służyła człowiekowi. Chcemy stworzyć przestrzeń do życia, pracy, nauki i odpoczynku.
AK: A roślinność?
Prezes: Jest równie ważna. Wyobrażam sobie wnętrze jako żywy krajobraz. Drzewa, rośliny, woda, ścieżki. Człowiek mieszka wśród tego wszystkiego, a nie obok.
AK: Dlaczego akurat Afryka?
Prezes: Fascynuje mnie różnorodność tamtejszej przyrody. Chciałbym pokazać, że w kontrolowanych warunkach możemy stworzyć mikroklimat pozwalający na funkcjonowanie roślin, które normalnie nie przetrwałyby polskiej zimy.
Samowystarczalność zamiast izolacji
Jednym z najważniejszych elementów koncepcji ma być możliwie zamknięty obieg zasobów.
Woda miałaby być retencjonowana i ponownie wykorzystywana. Energia – w dużej części pochodzić ze źródeł odnawialnych. Odpady organiczne mogłyby wracać do systemu jako materiał do produkcji kompostu. Uprawy miałyby dostarczać część żywności.
AK: Czy to ma być całkowicie samowystarczalne miejsce?
Prezes: Całkowita samowystarczalność jest bardzo trudnym celem. Wolę mówić o maksymalnym ograniczeniu zależności od zewnętrznych zasobów. Chcemy produkować energię, odzyskiwać wodę, uprawiać żywność. Im więcej możemy zrobić na miejscu, tym większa odporność całego systemu.
AK: Czyli to również odpowiedź na kryzysy?
Prezes: Oczywiście. Kryzys klimatyczny, energetyczny, problemy z dostępnością żywności, ekstremalne zjawiska pogodowe – wszystkie te rzeczy pokazują, że powinniśmy myśleć o nowych modelach osadnictwa.
Czy można naprawdę mieszkać pod szkłem?
Technicznie największym wyzwaniem byłoby utrzymanie stabilnego mikroklimatu. W polskich warunkach oznaczałoby to konieczność ogrzewania zimą i chłodzenia latem. Do tego dochodzą wentylacja, gospodarka wodna, bezpieczeństwo pożarowe i niezawodne zasilanie.
Prezes nie ukrywa, że projekt wymaga ogromnych nakładów.
AK: To będzie bardzo drogie przedsięwzięcie.
Prezes: Tak. Nie chcę udawać, że jest inaczej. Ale duże projekty zawsze zaczynają się od pomysłu. Później trzeba policzyć wszystko: konstrukcję, energię, wodę, bezpieczeństwo, utrzymanie. Jeżeli liczby się obronią, można przejść do realizacji.
AK: A jeśli się nie obronią?
Prezes: Wtedy trzeba zmienić projekt. Być może zacząć od mniejszej kopuły i rozwijać ją etapami.
Od marzenia do projektu
Dziś „dwa hektary pod szkłem” pozostają przede wszystkim ambitną koncepcją. Do realizacji potrzebne będą szczegółowe analizy, projekt architektoniczny i konstrukcyjny, badania środowiskowe, analiza energetyczna oraz odpowiednie decyzje administracyjne.
Ale dla prezesa Fundacji Grand Agro najważniejsze wydaje się coś innego.
AK: Co chciałby Pan zobaczyć, kiedy ten projekt będzie już gotowy?
Prezes: Ludzi, którzy normalnie żyją. Dzieci, które mogą zobaczyć egzotyczne rośliny bez podróżowania na drugi koniec świata. Ludzi pracujących, uczących się, odpoczywających. Chciałbym, żeby to było miejsce otwarte.
AK: A więc nie bunkier przyszłości?
Prezes: Absolutnie nie. Raczej dom przyszłości.
Po chwili dodaje:
Prezes: Chcę, żeby człowiek nie musiał wybierać między technologią a naturą. Możemy mieć jedno i drugie.
Dzieło życia?
Czy „dwa hektary pod szkłem” rzeczywiście staną się dziełem życia prezesa Fundacji Grand Agro? Na odpowiedź trzeba będzie jeszcze poczekać.
Jedno jest jednak pewne: pomysł jest znacznie większy niż sama kopuła.
To próba odpowiedzi na pytanie, jak mogłoby wyglądać osadnictwo przyszłości – odporne na zmiany klimatu, oszczędzające zasoby i jednocześnie dające człowiekowi kontakt z żywą przyrodą.
Być może pierwsze szkice rzeczywiście powstały wiele lat temu, w zupełnie innym miejscu i w zupełnie innym momencie życia.
Dziś idea wraca w postaci projektu, który można już nie tylko narysować na kartce, ale również policzyć, zaprojektować i – przynajmniej teoretycznie – zbudować.
Agnieszka Kraft
zevo.pl







Komentarze